środa, 6 lutego 2013

Rozdział jedenasty

- Kochanie, obudź się - usłyszałam głos Harry'ego tuż nad moim uchem.
- Jeszcze udajesz? - wyszeptałam pytanie.
- No, pomyślałem, żeby może to trochę przeciągnąć. Uwielbiam patrzeć, jak Horana zżerają nerwy. To taki przyjemny widok.
- Nie mów tak!
- Dobrze, dobrze, kochanie.
- Chodźmy na dół. Spakowałem twoje rzeczy, a za dwie godziny powinnaś być u znajomych.
- Dzięki, kochany jesteś.
- A całusa dostanę? - zapytał głośno, a później szepnął: - Ktoś idzie.
Szybko pocałowałam go w usta, a zanim się od siebie odsunęliśmy, do pokoju wszedł Niall. Spojrzał gniewnie na Harry'ego, a później podszedł do biurka, wziął z niego laptopa i wrócił na dół.
- Widzę, że cię męczy to udawanie - szepnął Harry. - Czujesz coś do niego.
- Nie - skłamałam.
- Przecież widzę. Przyjdź dziś wieczorem i powiemy im prawdę.
- Wolę powiedzieć tylko Niallowi.
- No dobra, powiemy tylko jemu. Ha, wiedziałem, że go kochasz!
- Cicho, nie może usłyszeć.
- Czemu? Przecież będzie nawet lepiej jak usłyszy. A może właśnie on czuje do ciebie to samo.
- Na pewno nie. Idę się przebrać.
Wyjęłam z szafy ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam szybką kąpiel, założyłam to, poczesałam włosy i zeszłam na dół. Chłopcy siedzieli w salonie.
Wszyscy spojrzeli na mnie, a Louis przerzucał wzrok ze mnie na Harry'ego, z Harry'ego na mnie. Przyznam, że czułam się trochę nieswojo, zwłaszcza, że Styles nic nie mówił. A to miało wyglądać prawdziwie. Poza tym nigdy nie szczędził sobie uwag.
I wtedy coś zrozumiałam. Wczoraj wieczorem "pokłóciliśmy" się. Zrobiłam smutną minę i usiadłam po przeciwnej stronie kanapy niż Harry.
- Nie dziwię mu się, że jest na ciebie zły - zaczął Louis. - Na jego miejscu też bym był. Na ciebie i na Horana. Jak mogliście mu zrobić coś takiego?
- Odwal się, dobra?! - uniosłam się. - Nic nie zrobiliśmy, a ty lepiej zajmij się swoim tyłkiem. Nie wtrącaj się w sprawy innych, okey?!
- Mówię tylko, że bardzo go zraniliście.
- A zapytałeś nas czy to prawda?! Nie! Bo Święty Louis Tomlinson wie najlepiej! Wiecie co?! Mam was wszystkich serdecznie dość.
- Ej, co tak wrzeszczysz, siora? - do salonu wszedł Justin z Seleną.
- Spadaj - powiedziałam, mijając ich.
Wbiegłam na górę. Dopiero kiedy znalazłam się w swoim pokoju, uśmiechnęłam się. Wzięłam walizki, laptopa i już chciałam zejść na dół, kiedy w drzwiach stanął Zayn.
- Przesuń się - warknęłam.
- Nie - powiedział spokojnie. - Chcę pogadać.
- Nie ma o czym. Podobno skrzywdziłam Harry'ego. Nikt z was nie chce mnie tu więcej widzieć. W takim razie wyprowadzam się już wcześniej.
- To nieprawda, że nikt z nas cię tu nie chce. Justin cię tu chce, Selena cię tu chce, ja cię tu chce... Niall też.
- Niall?
- No... Miałem ci tego nie mówić, ale podobasz mu się. Jak zobaczył to zdjęcie w tej gazecie, bardzo się cieszył, ale chłopcy kazali mu udawać niezadowolenie. Wiesz, jak ciebie nie ma, on nie może przestać o tobie mówić, kocha cię.
- Ja... Idę, na razie.
Ominęłam Malika i zeszłam po schodach na dół. Jakaś część mnie kazała mi wyjść z tego domu i nigdy nie wrócić, a druga część kazała mi zostać.
- To na razie! - krzyknęłam na cały dom i wyszłam.
- Melannie, stój! - usłyszałam Harry'ego, podbiegł do mnie. - Odwiozę cię.
- Okey.
Wsiedliśmy do jego samochodu i Harry odwiózł mnie do domu moich starych przyjaciół.
- O czwartej przyjadę z Niallem - powiedział, gdy zatrzymał samochód.
- Jasne, jeszcze raz dzięki - uśmiechnęłam się do niego.
- Za co ty mi dziękujesz?
- Za wszystko. Wiem, że chłopcy mnie nie lubią, ale ty jesteś zupełnie inny.
- Zayn i Niall też cię lubią. Nawet bardziej niż ci się zdaje.
- To pa.
- Pa.
Wysiadłam z samochodu, wyjęłam wszystko z bagażnika i ruszyłam w stronę domu. Ciekawa byłam, kto teraz mieszka nad nimi.
Nie musiałam nawet pukać. Przed domem stała Am z Danem. Podeszłam do nich i przywitałam się z nimi. Kiedy weszliśmy do środka, zobaczyłam... chłopaków z The Wanted?! Nie cierpiałam ich... Nie chciałam, żeby byli naszymi sąsiadami, a właściwie współlokatorami. Najgorsze było to, że obok nich siedział nie kto inny jak Dic. I spokojnie sobie z nimi gawędził.
W dodatku, jak na złość, Am i Dan usiedli obok nich. No, nie miałam wyjścia, zrobiłam to samo.
Nagle mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz.
- Kto dzwoni? - zaciekawiła się Am.
- Harry - odpowiedziałam.
- Czego może chcieć?
- Nie wiem. Ale zaraz się dowiem.
Odeszłam parę kroków i odebrałam telefon.
- Mel, Niall do ciebie jedzie - Harry mówił strasznie szybko. - Przed chwilą wrócił do domu, nie mam pojęcia, gdzie był. Pytał czy może przypadkiem nie wróciłaś tutaj, ale jak dowiedział się, że nie, wybiegł z domu. Wyglądał na wkurzonego.
- Ale czemu miałby być wkurzony?
- Nie wiem - po jego słowach usłyszałam pukanie do drzwi.
- Ja też nie, ale czuję, że zaraz się dowiem. Pa.
- Pa.
Schowałam telefon do kieszeni i podeszłam do drzwi. Głośno przełknęłam ślinę i je otworzyłam.
- Musimy porozmawiać - oznajmił oschle Niall i wszedł do środka.
- O co chodzi? - zapytałam.
- Nie żartuj sobie. Dobrze wiesz, o co chodzi.
- Nie, nie wiem. Niall, mógłbyś sprostować?
- Pewnie, że mogę: Z NAMI KONIEC!
- Co?
- Sądzę, że wyraźnie usłyszałaś.
- Ale... ale... dlaczego?
- Już ty dobrze wiesz, dlaczego.
Po tych słowach już więcej go nie widziałam. Łzy zaczęły same spływać mi po policzkach. Powoli osunęłam się po ścianie na podłogę. Nie wierzyłam, że to się stało. O co mu w ogóle chodziło? Gdzie był, gdy Harry odwoził mnie tutaj? Co miałam wiedzieć?
- Lan, będzie dobrze - Am mnie objęła.
- Nie, Am - powiedziałam przez łzy. - Nie będzie dobrze. Ja go kocham, nie rozumiesz?! Kocham go jak cholera! A on tak po prostu... - to słowo nie chciało mi przejść przez gardło. - ...zrywa.
- Znajdziesz sobie innego, uwierz.
- Ale ja nie chcę innego. Ja chcę jego.
- Teraz to zachowujesz się jak dziecko, któremu zepsuła się zabawka - podszedł do nas jeden z TW.
- Spadaj! - warknęłam.
- Bo co? Bo mówię prawdę?
- A ja mam inne, racjonalne wyjaśnienie - wtrącił inny. - Zerwał z tobą, bo byłaś zabawką w jego rękach. Tak naprawdę cię nie kochał. Chciał się tylko pobawić i tyle.
- Nie wtrącajcie się w nieswoje sprawy, dobra?! - prawie krzyknęłam.
Wyjęłam telefon z kieszeni i wstukałam odpowiedni numer. Pierwszy sygnał. Drugi. Trzeci. Odebrał.
- Harry, możesz tu przyjechać? - zapytałam przez łzy.
- Ty płaczesz?
- Nie, po prostu... ja... dobra, tak, płaczę.
- Będę za pięć minut, razem z resztą chłopaków - oznajmił i rozłączył się.
Po co reszta chłopaków? Wystarczył on. Przecież inni mnie nie rozumieli. Tak jak mówił, zjawili się po pięciu minutach.
- Siora - Justin przy wejściu mnie przytulił. - Co się stało?
- On... ja... - nie umiałam powiedzieć nic innego.
- Cholera! Ja to powiem - wtrącił Harry. - Udawaliśmy ten nasz cholerny związek. Chcieliśmy się na was odegrać za wszystko, wrobić Nialla.
- Ale co ma do rzeczy to, że Mel płacze? - zapytał Zayn.
- Ja... - próbowałam. - ...On... My...Razem...
- Kochana! - do domu wbiegła Selena. - Nie płacz, będzie dobrze. Co się w ogóle stało?
- Cholera! - krzyknęłam w końcu. - Zerwał ze mną!
- Kto?
- Jak to "kto", do cholery?! Niall!
- To wy byliście razem?
- Tak. Ukrywaliśmy to przed wszystkimi.
- Już dobrze, nie martw się - pocieszał mnie Jus. - Masz jeszcze nas. My cię nigdy nie zostawimy.
- Powiedzcie mi jedno - poprosiłam. - Gdzie on był, jak Harry mnie odwoził?
- On - Justin spojrzał na chłopaków, a Zayn, Liam i Lou kiwnęli głowami. - Pojechał do Evelin. Poprosiła go o spotkanie, mówiła, że ma do niego ważną sprawę. Kiedy wrócił, pytał czy przypadkiem nie zmieniłaś zdania, ale kiedy usłyszał odpowiedź "nie", wybiegł z domu. Teraz już wiem, po co.



--------------------------------------------
 Heyoo, na blogu:
www.everything-bout-you.blogspot.com
rozdział pojawi się, mam nadzieję, jeszcze w tym tygodniu.
Teraz taki mały szantażyk:
5 komentarzy = następny rozdział 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz