piątek, 1 lutego 2013

Rozdział dziesiąty

Gdy obudziłam się rano, czułam, że się do kogoś tulę. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam...Harrego?! Co on tu robi? Czemu się do niego tulę? W ogóle gdzie jest Niall?
- Hey kochanie - uśmiechnął się zalotnie.
- Cześć pajacu - powiedziałam i chciałam wstać z łóżka, ale chwycił mnie w pasie i nie chciał puścić. - Puść mnie. Jak Niall tu przyjdzie, to...
- Co znów ja? - do pokoju wszedł Horan.
- Widzisz? Mówiłam. Puszczaj, pajacu.
- Widzę, że pierwsza kłótnia za wami...
- Co?! Jaka kłótnia?! Ja pierdole, Niall, ogarnij się.
- Ja się mam ogarnąć? Przecież to ty kłócisz się ze swoim chłopakiem.
- To nie... A tak, przepraszam, właściwie masz rację. Kocham cię, Harry. I przepraszam za to - pocałowałam Lokowatego w policzek.
- Mmm... wybaczam - uśmiechnął się.
- Ja wezmę tylko to, co miałem wziąć i nie przeszkadzam - wtrącił Nialler.
Z szuflady wyciągnął kabel od aparatu i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Czym prędzej odsunęłam się od Styles'a.
- A teraz mów, czyj to pomysł - rozkazałam.
- Ale jaki pomysł, kochanie? - udawał głupka.
- Nie zgrywaj się! Wiem, co dziś za dzień.
- No dobra... Justina. A Niall się zgodził.
- Dobra, kochanie. No to pomożesz mi się na nich odegrać.
- A w jaki sposób chcesz to zrobić?
- Przez resztę dnia będziemy udawać, że jesteśmy parą, jasne?
- Okeeey!
- A teraz wyjdź, bo chcę się przebrać.
- Swojego chłopaka nie musisz się wstydzić.
- Dobra, to idę do łazienki.
- Porywam cię dzisiaj na obiad do restauracji, a później na imprezę, na którą idą też chłopcy.
- Jasne. Czyli jakąś sukienkę, tak?
- Tak.
Wyjęłam z szafy moją ulubioną sukienkę, baleriny, wisiorek, który dostałam od Nicolle na osiemnastkę i poszłam do łazienki. Przebrałam się, zrobiłam sobie lekki makijaż i wróciłam do pokoju, w którym czekał Harry.
- Ślicznie wyglądasz - skomentował.
- Wiem, że i tak mnie nie lubisz - zaśmiałam się. - Ale dzięki.
- A skąd wiesz, że cię nie lubię?
- Louis mi powiedział.
- Louis mówił za siebie. A ja cię baaardzo lubię. Słuchaj...Wy chyba nie jesteście na poważnie z Niallem parą?
- Nie, coś ty. Tamten pocałunek był tak tylko dla śmiechu.
- Uff, to dobrze. Znaczy, nie to, że nie chciałbym, żebyście byli razem, ale ja... Ehh, nie ważne...
- Idziemy?
- Zejdź już na dół, pochwal się chłopakom gdzie się wybieramy, a ja idę się przebrać w coś eleganckiego.
- Zwykła koszula w kratę może być - powiedziałam, wychodząc z pokoju.
Powoli zeszłam na dół. Zerknęłam do salonu. Nikogo. Chyba wiem, gdzie się wszyscy podziewają. Weszłam do kuchni... No proszę, jak na zawołanie. Tak mało czasu ich znam, a już tyle o nich wiem.
- Cześć wszystkim - uśmiechnęłam się.
- Ooo, laska - skomentował mój wygląd Zayn. - Jakaś ty piękna.
- Dziękuję.
- A dokąd to się wybierasz? - zapytał Justin.
- A wiecie, Harry zaprosił mnie do restauracji...
- Co?! - Niall zakrztusił się sokiem, który właśnie pił.
- No chyba słyszałeś. Idziemy do restauracji. A ty co taki? Przecież nie jesteś moim chłopakiem, tylko kolegą... Mogę umawiać się z kim chcę.
- No praktycznie tak... ale, widzisz...
- Idziemy? - do pomieszczenia wszedł Hazza.
- A mogę zjeść śniadanie? - zapytałam.
- I tak za chwilę będziesz jadła.
- Wiesz, znając mnie, to nie pójdziemy od razu do restauracji, ale jeszcze na jakiś spacerek i tak nam się to przeciągnie, że w restauracji znajdziemy się dopiero wieczorem.
- No dobra. Ale szybko. Co moje słońce chce na śniadanko?
- A właściwie to ja powinnam ciebie o to zapytać. Ja przygotuję, bo ty zepsujesz - wystawiłam mu język.
- W takim razie poproszę płatki z mlekiem.
- Już się robi.
Nalałam mleko do garnka i czekałam aż się przygrzeje. Kiedy było już wystarczająco ciepłe, wylałam je do dwóch misek z płatkami. Postawiłam je na stole i spojrzałam na Nialla, który patrzył na Harrego ze złością.
- Siadasz? - Styles poklepał swoje kolana.
- Jasne - usiadłam mu na kolana, a ręce oplotłam wokół jego szyi.
Siedzieliśmy tak, patrząc sobie nawzajem w oczy. W końcu nie wytrzymałam i odwróciłam wzrok. Nie chciałam, żeby doszło do pocałunku. Wzięłam do rąk miskę z płatkami i zaczęłam jeść. Czułam na sobie spojrzenia innych, ale nie zwracałam na to uwagi. No, mają za swoje. A na pewno ucieszą się, jak im powiem, co zamierzam zrobić.
- Słuchajcie, tak sobie myślałam - zaczęłam. - I wracam do przyjaciół.
- Co? - zdziwili się wszyscy.
- Nie widziałam się z nimi od dawna, a czuję, że nie chcą tu przychodzić ze względu na was. Tak więc, pójdę znów do nich mieszkać. Ale będę cię odwiedzać, Justin, o to nie musisz się bać.
- Ale nie możesz się wyprowadzić - sprzeciwił się mój brat.
- Wiesz, właściwie to nawet będzie lepiej. Chłopcy nie za bardzo mnie lubią, więc... Mam już spakowane rzeczy, jutro z samego rana przeniosę wszystko do nich.
- Ale my cię lubimy - powiedział Zayn, wstając.
- Zayn, zamknij się! - krzyknął na niego Louis.
- Nie, nie zamknę się. Już długo to ukrywaliśmy, więcej nie można.
- Jak to powiesz, to cię zamorduję!
- A ja mu w tym pomogę - dołączył się Harry.
- Znamy cię - oznajmił Malik. - Ktoś przesłał nam w liście twoje zdjęcie trzy lata temu, niestety nie podpisał się. Jak tylko zobaczyliśmy tą fotkę, pomyśleliśmy, że musisz być strasznie miła. Nawet jak cię nie znaliśmy, to i tak cię lubiliśmy.
- Czyli, że udawaliście? - zapytałam.
- Tak/Nie - powiedzieli równo Zayn i Louis.
- To tak czy nie?
- No dobra, tak, udawaliśmy - powiedział zrezygnowany Tomlinson.
- Dobra, nie ma co - wtrącił Styles. - Chodź kochanie. Skończyliśmy, więc możemy iść.
Wstaliśmy i wyszliśmy z domu. Przez chwilę szliśmy w milczeniu, ale gdy znaleźliśmy się poza polem widzenia i słyszenia chłopaków, wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dalej nie wiem, jak mogli się na to nabrać - śmiałam się.
- Ja też nie - przyznał Harry przez śmiech. - Eyy, to nie są przypadkiem ci twoi znajomi?
- Tak, to oni.
- Jak chcesz, to możesz się z nimi przywitać.
- Eee, nie. Od jutra i tak będę widywała ich codziennie, więc... Chodźmy dalej.
W końcu doszliśmy do restauracji. Tak jak przewidywałam, dotarliśmy tam dopiero wieczorem. Zamówiliśmy sobie dwa talerze spaghetti i zaczęliśmy rozmawiać. Dużo się o sobie nawzajem dowiedzieliśmy.
Kiedy wróciliśmy do domu, czekała nas mała niespodzianka. Wszyscy siedzieli w salonie, pochylając się nad stolikiem. Nic nie mówili.
- Co jest? - zapytał Hazza.
- Patrz - powiedział Louis.
- Co kurwa?! - krzyknął Harry, spojrzawszy na gazetę. - To na pewno jest photoshop!
- Nie, to nie photoshop - oznajmił Zayn, podając mi gazetę.
Ujrzawszy w niej zdjęcie, na którym Niall trzyma mnie za rękę, zrobiłam wytrzeszcza. Spojrzałam dyskretnie na Horana, a później na Styles'a.
- Wyjaśnisz mi, co to znaczy?! - zapytał Lokowaty.
- Harry, ja... nie wiem - skłamałam.
- A myślałem, że mogę ci zaufać, zakochałem się! - krzyknął i pobiegł do swojego pokoju.
Chciałam za nim pobiec, ale nie umiałam. Coś trzymało mnie przy Niallu. Ale w ogóle, to ten związek jest udawany, więc po co mam za nim biec? Nie ogarniam mojego toku myślenia.
- I kurwa ci zajebani reporterzy! - krzyknęłam po polsku.
Tylko na to było mnie stać. Niall myślał, że ja jestem z Harrym, Harry udawał mojego chłopaka, cały świat wiedział, że jestem w związku z Horanem. No pięknie! Co jeszcze może mi się przytrafić?! Może tramwaj mnie przejedzie?
- Brawo za zniszczenie Harremu związku i w ogóle życia - powiedział Louis ze złością.
- Odwal się! - krzyknęłam na niego.
Pobiegłam za Harrym na górę. O dziwo, chłopaka nie było w jego pokoju. Pomyślałam, że może jest w łazience, więc poszłam do siebie i o mało co serce mi nie wyskoczyło.
- Niezła akcja, no nie? - uśmiechnął się Styles.
- Z tym to się zgodzę, ale nie wiem, skąd wzięło się to zdjęcie.
- Mnie nie pytaj, wiem tyle, co ty. Czyli nic.
- Taaa. Idę spać. Dobranoc - rzuciłam się na łóżko.
- Bez kąpieli?
- Rano się wykąpię. Dobranoc.
- Dobranoc.


--------------------------------
 No więc jest. Tak jak mówiłam, Melannie i jej przyjaciele są też w moim drugim blogu:
Jest on podobny do tego, ale nie jest taki sam. Aktualnie piszę pierwszy rozdział, prologu nie będzie. Naprawdę serdecznie zapraszam do czytania ;* 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz