Usiadłam na leżaku i spojrzałam w stronę mojej deskorolki, która leżała na chodniku. Koledzy Blondyna podeszli do nas.
- Hej - powiedzieli. - Niall, nie gadaj z tą lalunią, tylko chodź do wody.
- Nie, dzięki - odpowiedział chłopak. - Wolę tutaj pobyc z Melannie.
- Idź - sprzeciwiłam się. - Ja i tak chciałam iśc pojeździc.
- Jak "pojeździc"? - spytał brunet obcięty w stylu Biebera.
Wstałam i wzięłam deskorolkę do rąk. Spojrzałam na ogromne pole. To był beton.
- Uważaj, bo na pewno umiesz na tym jeździc - zaśmiał się chłopak z mocno kręconymi włosami.
- Założysz się, że umiem? - odpyskowałam.
Położyłam jedną nogę na deskorolce, a drugą się odepchnęłam. Robiłam wszystko tak, jak nauczyła mnie Cola. W pewnym momencie poczułam, jak ktoś mnie popycha i wylądowałam na betonie ze strzaskanym tyłkiem. Dobrze, że nie uderzyłam głową. Ale i tak nie umiałam się podnieśc. Noga strasznie mi się wykrzywiła. Nie umiałam jej wyprostowac. Blondyn przyszedł mi na ratunek.
- Co się stało? - zapytał.
- Nic poważnego - odpowiedziałam. - Poboli i przestanie.
Znów spróbowałam się podnieśc. Udało się, ale ból nie minął. Rozejrzałam się dookoła. Nikogo prócz Nialla i jego kolegów nie widziałam. Niall pomógł mi położyc się na leżaku.
- Ktoś mnie popchnął - powiedziałam nieobecnym głosem. - I chyba wiem kto.
- Kto? - spytali chłopcy.
Dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu napis: "Tata".
- Przepraszam was na chwilę - powiedziałam i odebrałam telefon. Powiedziałam po polsku: - Co chcesz?
- Muszę ci coś powiedziec - usłyszałam głos ojca w słuchawce. - Spotkajmy się.
- Okey. Gdzie jesteś?
- Właściwie to pod twoim domem. Mogłabyś mi otworzyc?
- Jasne, wyślę tam kogoś.
Rozłączyłam się.
- Słuchajcie, mógłby któryś z was wpuścic tu mojego tatę? - zwróciłam się do chłopaków. - Jest przy furtce.
- Jasne - odpowiedzieli chórem.
- Dzięki.
Wszyscy oprócz Nialla poszli. Blondyn chwycił mnie za rękę. Nie zabrałam jej. Było mi miło z tego powodu. Po chwili reszta chłopaków i tata przyszli.
- Cześc - powiedziałam.
- Cześc - przywitał się.
- Co takiego chciałeś mi powiedziec? I co tu robisz?
- Przyjechałem w odwiedziny do znajomego. I pomyślałem, że w końcu muszę ci to powiedziec.
- Co takiego?
- Nie jesteś naszą córką.
- Co?! - niemal krzyknęłam.
- Spokojnie. Twoi rodzice... Twoja matka cię nie chciała. Ojciec owszem, chciał cię. Byłaś całym jego światem. Ale matka zagroziła mu, że się z nim rozwiedzie jeśli cię nie odda komuś innemu. Więc oddał cię nam, żeby móc cię miec bliżej siebie. Ona się domyśliła i wyprowadzili się do tego kraju. Jednak parę lat później ona odeszła.
- W ogóle z tego świata?
- Nie, odeszła od twojego ojca. Przyprowadziłem go tutaj, żeby ci to wyjaśnic. On cię na prawdę kocha i chce, żebyś go poznała.
Zza rogu wyszedł niski brunet o niebieskich oczach.
- To mój tata? - spytałam.
- Tak, to on - odpowiedział "ojciec".
- Cześc - uśmiechnął się tata.
- Cześc - odwzajemniłam uśmiech.
- Słuchaj, ja na prawdę nie chciałem cię zostawiac. Po prostu nie miałem wyjścia. Kochałem twoją matkę. Nie wiedziałem, że ona i tak...
- Nie szkodzi - przerwałam mu. - Nie szkodzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz