środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział piąty

Kiedy obaj mężczyźni poszli, wróciłam do swojego pokoju. Ale ze mną poszedł Niall. Mówił, że chciał mi pomóc dojśc, żebym się nie przewróciła, ale ja wiedziałam o co tak na prawdę mu chodzi. Liczył na to, że umówię się z nim na randkę. Jakby zapytał tak od razu, tak po prostu, to bym się zgodziła.
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Otwarte - zawołałam, nie wstając z łóżka.
Do pokoju wszedł Costa.
- Cześc, Lan - powiedział.
- Cześc - uśmiechnęłam się.
- Wszystko w porządku? Jego koledzy - wskazał na Nialla. - powiedzieli mi, że ktoś cię popchnął jak jeździłaś na deskorolce. Kto to był? Widziałaś go?
- Nie widziałam.
- Nic ci nie jest?
- Nie mogę chodzic i strasznie mnie tyłek boli, ale nie jest źle.
- Tyle dobrze. A domyślasz się, kto to mógł byc?
- O której wyszliście z tej restauracji?
- Piętnaście minut temu.
- A Dic był z wami cały czas?
- Nie. Ktoś do niego zadzwonił i Dic wstał, powiedział, że musi iśc bo ktoś ma do niego bardzo ważną sprawę. No i wyszedł. Spotkaliśmy go dopiero jak wychodziliśmy. Wracał razem z nami.
- To już wiem kto to był.
Niall wstał, gdy zauważył zdjęcie stojące na szafce przy oknie. Chciał się mu przyjrzec, ale nagle drzwi otworzyły się z wielkim hukiem. Do pokoju wbiegł wściekły Dic. Za nim inni, krzycząc:
- Dic, on tego nie zrobił!
Chłopak podbiegł do blondyna i rzucił mu się do gardła. Przycisnął go do ściany.
- Zabiję cię! Słyszysz, lalusiu?! Zabiję cię! - krzyczał wściekły chłopak.
W jednym momencie poczułam, jak ból przechodzi, a zastępuje go troska o przyjaciela. Wstałam szybko i odepchnęłam Dica od Nialla.
- Co ty robisz?! - zapytał mnie Dominic. - Przecież on cię popchnął jak jechałaś. Prosto na twardy beton. Mogłaś uderzyc głową o ziemię, a wtedy nie byłoby już tak miło.
- Może nie zauważyłeś, ale jak mnie popchnąłeś, to Niall stał daleko ode mnie. A w ogóle to po co miałby mnie popychac i poźniej mi pomagac?
- Skąd ci niby przyszło do głowy to że ja to zrobiłem?
- Stąd, że miałeś powód. Byłeś na mnie wściekły za to, że uciekałam przed tobą, kiedy chciałeś mnie pocałowac. Ja taka głupia nie jestem.
Dic znów skoczył w stronę Nialla, ale byłam szybsza od niego. Wystarczył jeden ruch mojej ręki i już leżał na podłodze. Ale podniósł się i spróbował mnie ominąc. Nie udało mu się. Ale uderzył mnie w twarz. Tym razem nie zawahałam się i go kopnęłam. Znów upadł i zaczął zwijac się z bólu.
- Ze mną nie wygrasz - warknął.
Kiedy udało mu się wstac, szybko wyszedł z pokoju. Niall dalej stał przyciśnięty do ściany i z ledwością oddychał. Wiedziałam, że był w wielkim szoku. Wszyscy rzuciliśmy się w jego stronę, żeby mu pomóc.
- Nic ci nie jest? - zapytałam.
- To raczej ja powinienem o to spytac ciebie - odpowiedział i lekko dotknął miejsca uderzenia.
- Nic mi nie będzie. Nawet nie zabolało.
- Lan - wtrącił Chris. - Nie mówiłaś, że umiesz się bic.
- W dzieciństwie rodzice zapisali mnie do drużyny piłkarskiej - powiedziałam. - Na boisku zawsze były jakieś bójki, a zazwyczaj to ja byłam ofiarą. No więc pewnego dnia jedna dziewczyna o imieniu Nicolle zaproponowała mi, żebym zapisała się razem z nią na karate.
Wszyscy spojrzeli na Colę.
- No co? - zapytała. - Musiała nauczyc się bronic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz