wtorek, 21 sierpnia 2012

Rozdział trzeci

Już wyniosłam moje rzeczy. Na lotnisko dojechaliśmy w dwie godziny. Do Londynu lecieliśmy trochę dłużej. Ale za to mieliśmy piękny dom. Był z wielkim ogrodem i basenem. Miał cztery piętra. Dom czteropiętrowy. Nieźle. Ale nasze były tylko dwa piętra. Pierwsze i drugie. Trzecie i czwarte należało do jakichś ludzi. Parter był wspólny. Ale my i tak nie zamierzaliśmy spędzac czasu na samym dole.
- Hej, chodźcie popływac - zaproponował Costa.
- Ale tamci tam są - powiedziała Am.
- To nic. Przecież nie będziemy rezygnowac z basenu, bo oni tam są.
- Costa ma rację - wtrąciła Cola. - Przebieramy się i idziemy.
Wszyscy poszli do swoich pokoi. Ja założyłam strój, ale nie zamierzałam pływac, więc założyłam też krótkie spodenki. Koszulki nie brałam. Kiedy wszyscy przyszli, poszliśmy do ogrodu. Basen był czysty. Tylko, że oni tam pływali. Wszystkie dziewczyny przyniosły sobie leżaki i siedziałyśmy na nich, rozmawiając o różnych rzeczach.
Nagle poczułam jak ktoś chwyta mnie w pasie i wrzuca do wody. Kiedy wypłynęłam na powierzchnię zobaczyłam, że to Alec.
- Costa! - krzyknęła na niego Cola, a potem zwróciła się do mnie: - Nic ci nie jest, Lan?
- Nie, nic - odpowiedziałam i wyszłam z basenu.
Nicolle wróciła do rozmowy z dziewczynami. Ja podeszłam do Aleca.
- I wiesz co? - zapytałam. - Nawet mi się to podobało.
Popchnęłam go i wpadł do wody. Wszyscy zaczęli się śmiac.
- I tak właśnie podeszła cię dziewczyna - powiedział Chris.
- Zasada numer jeden - uśmiechnęłam się. - Nigdy mi nie ufaj. Nie wiadomo co mogę zrobic.
Czułam na sobie spojrzenia piątki chłopaków mieszkających w naszym domu, ale nie odwróciłam wzroku. Położyłam się na leżaku i opalałam się. Nie wiadomo kiedy, zasnęłam. Kiedy się obudziłam, nie było nikogo z moich przyjaciół. Odwróciłam się na prawą stronę i przeraziłam się. Na leżaku obok mojego leżał blondyn. Nie wpatrywał się we mnie, ale w swoich kolegów. Obróciłam się ponownie na plecy i zamknęłam oczy.
Poczułam czyjeś usta na moich. Otworzyłam oczy. To Dic. Już się ode mnie odsunął.
- Co ty robisz? - spytałam zdezorientowana.
- Całuję cię. - odpowiedział swobodnie. - Nie poczułaś? No to spróbuję jeszcze raz.
Powoli dotknął ustami moich ust. Nie chciałam się z nim całowac. To tylko przyjaciel. I chciałam, żeby tak zostało. Próbowałam odepchnąc go od siebie, ale był za silny. W końcu udało mi się wyślizgnąc spod jego uścisku. Odeszłam najdalej jak tylko mogłam. Tylko wybrałam zły kierunek. Skierowałam się w stronę blondyna. Spojrzał na mnie, jakby nie wiedział co się dzieje.
- Pobudka - powiedziałam. - Może byś się tak przesunął z łaski swojej?
Blondyn wstał i osłonił mnie sobą.
- Przesuń się - warknął Dic.
- Nie - odpowiedział blondyn. - Ona nie chce, żebyś ją całował, więc się nie odsunę.
"Dziwne - pomyślałam. - Byłam dla niego niemiła, a on mnie broni przed Dikiem."
- Dic - usłyszałam głos Coli. - Znalazłeś Lan?
- Tak - odpowiedział. - Ale nie będę jej przeszkadzał.
Odszedł ode mnie i blondyna.
- Dzięki - uśmiechnęłam się do mojego obrońcy. - Byłam dla ciebie niemiła, a ty i tak obroniłeś mnie przed Dikiem.
- Nie ma sprawy - odpowiedział. - Lubię pomagac innym.
- Jestem Melannie, ale możesz mi mówic Lan.
- Niall.
- Lan - usłyszałam za sobą głos Dida.
Odwróciłam się i zobaczyłam go razem z Colą.
- Nie gadaj z tym lalusiem - powiedział. - Chodź. Idziemy do pobliskiej restauracji. Na koszt Dika.
- Nie idę - sprzeciwiłam się.
- Co? - zapytała Nicolle.
Przyjaciele Nialla wygłupiający się parę metrów dalej ucichli.
- Wybacz, Cola - powiedziałam. - Ale nie idę. Nie chcę nic od Dika. Przepraszam, chcę coś. Żeby zostawił mnie w spokoju i żeby więcej razy nie próbował mnie pocałowac.
- Co? Pocałował cię? No tak, mogłam cię ostrzec.
- Co takiego?
- Od dawna podobasz się Dikowi. Zawsze jak szłaś na spacer to on siedział w parku i patrzył na ciebie - odpowiedział za nią Did.
- Mogę cię prosic na słówko, Lan? - zapytała Cola.
Odeszłyśmy kilka metrów od chłopaków.
- Jeśli chcesz, to możesz się zadawac z tymi chłopakami. - oznajmiła. - Nie możemy ci zabronic. Zresztą, oni są moim ulubionym zespołem, ale nie chcę, żeby inni się domyślili. Dlatego udaję, że ich nie lubię.
- Oni tworzą zespół?
- Tak, One Direction. Ale, wracając do tematu. Widziałam całe zajście z Dikiem. Nie musisz z nami iśc, jeśli nie chcesz. A skoro Niall pomógł ci, to możesz się z nimi przyjaźnic. Inni są tego samego zdania, bo też widzieli całą sytuację.
- Jasne, dzięki. Ale Dic może miec coś przeciwko.
- Dic nie ma nic do gadania. My już będziemy leciec. Na razie.
- Tak, pa.
Wróciłam do Nialla. Cały czas się do mnie uśmiechał. Nie wiedziałam, czemu, ale było mi z tego powodu bardzo miło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz