- Hejka, Lan - uśmiechnęła się Cola.
- Cześc - odpowiedziałam.
- Wszystkiego najlepszego.
- Dzięki. Wejdziesz do środka?
- Nie, dzięki. Właściwie to ktoś chciał z tobą porozmawiac.
Zza rogu wyłonił się Costa.
- Cześc - powiedział.
- Cześc - uśmiechnęłam się.
- Wszystkiego najlepszego.
- Dzięki.
- To ja zostawiam was samych. - wtrąciła Cola. - Na razie.
- Pa - odpowiedzieliśmy.
- Wejdziesz? - zapytałam.
- Jasne.
Chłopak wszedł do środka. Zaczęliśmy gadac o różnych rzeczach i śmiac się z głupich żartów. To dziwne. Wczoraj go poznałam, a dziś już jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Ja muszę spadac - powiedział Costa ze smutną miną. - Jedziemy z rodzicami do znajomych. Na razie.
- Pa.
*Pięc dni później*
Przebrałam się w jeansowe rurki i białą koszulkę na ramiączkach. Była sobota, a ja nie miałam co robic. Mama z tatą gdzieś wyszli i zostałam sama w domu. No pięknie.
Nagle usłyszałam otwierające się drzwi. Zbiegłam na dół jak torpeda. Wrócili.
- Melannie - powiedziała mama. - Jak wczoraj obiecałam, idziemy na zakupy.
Poszłyśmy do jednego z najlepszych sklepów w mieście. Kupiłyśmy sporo ubrań. Ale mama dalej czegoś szukała i nie chciała powiedziec, czego. Wróciłyśmy do domu z dwoma wielkimi siatkami ubrań i nie tylko. Udało mi się namówic mamę na deskorolkę.
Ale nie chciałam ukrywac, że nie cierpię moich rodziców. Więc przy obiedzie powiedziałam, że jutro wyprowadzam się do Londynu.
----------------------------------
Wiem, że rozdział jest krótki, ale ja nie umiem pisac długich. Przepraszam za to i dołączam zdjęcie deskorolki Lan:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz